środa, 24 grudnia 2014

Merry Christmas...

Czego mogłabym sobie życzyć z okazji nadchodzących świąt?
Chciałabym, by moje życie było normalne, by wszystko było jasne między mną, a panem M, bym miała z kim porozmawiać, chociaż bardziej odpowiednie byłoby, że chciałabym odnaleźć kogoś kto chciałby mnie słuchać. Pragnę miłości, ciepła i chyba wzajemności.
Cierpię na samotność chyba bardziej niż jestem w stanie to wyrazić.


Dlatego też nie lubię świąt.
Nie będę się nad tym rozpisywać, ale chyba wystarczy stwierdzenie, że za każdym razem kończę ze zbyt wysokim ciśnieniem.
Dodatkowo przyznam się z czystym sumieniem, że zazdroszczę osobom, które znam i mają wspaniałą rodzinę ze świętami jak w reklamach.
Moje święta daleko odbiegają od tego wzorca, zresztą jak wszystko u mnie.


Brak normalności mi nie pomaga, nie potrafię też sama z siebie zapanować nad swoim życiem.
W sumie to czego pragnę można zawrzeć w jednym słowie "szczęście", a teraz stanowczo nie czuję się szczęśliwa.
Ktoś może zapytać, co ja mogę wiedzieć o życiu?
Odpowiedziałabym, że niewiele, ale jedną z tych niewielu rzeczy jest to, że życie nie jest fair.
Pomimo tego, że nigdy nikogo nie zabiłeś możesz wieść nieszczęśliwy żywot.
Czyżby Karma?
Nasuwa się pytanie czy wiara w reinkarnację to ta "odpowiednia", bo chyba musiałam zrobić coś podłego w poprzednim życiu.
Nie, odpowiedzi : "Urodziłaś się" się nie liczą.


I co z przeznaczeniem?
Jest tam jakiś plan na moje życie, "tam" u góry?
Bo podobno dla każdego z nas coś takiego istnieje.


Ciężko jest myśleć o tym wszystkim zachowując neutralny stosunek do jakiejkolwiek wiary lub religii.



A ja po prostu chcę być szczęśliwa.

niedziela, 7 grudnia 2014

My name is Helen

Już powstawał tu post o kompletnie innej treści, ale nie ucieknie.
Co zmieniło moje zdanie?

Helen

Dziękujmy za internet, pomimo jego odmętów czasami trafi się na coś co...
I tu powstaje pytanie "Co to do cholery jest?"
"Helen Memel leży na oddziale chorób wewnętrznych szpitala pod wezwaniem Matki Bożej Wspomożycielki. Czeka na odwiedziny rozwiedzionych rodziców w złudnej nadziei, że przy szpitalnym łóżku chorej córki zdołają się wreszcie pogodzić. Tymczasem poddaje drobiazgowemu badaniu te części swego ciała, które zwykle uchodzą za niedziewczęce, i poleca pielęgniarzowi Robinowi fotografowanie miejsc, które uchodzą jej dociekliwemu spojrzeniu. Oprócz tego troszczy się o kolekcję pestek awokado, oddających jej cenne usługi również pod względem seksualnym. Jeśli nawet obsesja Helen powoduje konieczność nagłej operacji, to jednak jej nieokiełznany dowcip i autentyzm sprawiają, że staje się sensacją nie tylko na szpitalnym oddziale. Wypowiada na głos to, o czym inni nie śmią nawet myśleć. "
Fragment książki o tym samym tytule Charlotte Roche.

Normalnym tego filmu nazwać nie mogę.
Jest dziwny, niepoprawny w każdym tego słowa znaczeniu, zabawny i ... inny.
Całkowicie odbiega od wszelkich konwenansów.
Człowiek który ma wszystko w głowie poukładane jak należy uzna go za... 
Może nie odrażający, ale bardzo prawdopodobne, że mu się nie spodoba.
Czemu więc zadaję sobie trudu pisząc o tym filmie?
Bo pomimo tych wszystkich wad, spodobał mi się!
Miej Boże mą duszę w swych rękach. Czy oznacza to, że jestem nienormalna?
Stanowczo!
Oglądałam ten film z moim byłym na jednym z naszych "obiadów czwartkowych" (to długa historia, ale też ją kiedyś opowiem).
On widocznie już nigdy nie będzie taki sam. To doświadczenie zmieniło jego życie na zawsze. 
Ja pomimo wielu chwil strachu/przerażenia/obrzydzenia bawiłam się genialnie. 
Chociaż to może wina tego wina...
...
Ha Ha Ha
(Tak wiem, to nie było zabawne, ale co tam... ;D)

Ukłony również w stronę aktorki, która zagrała główną rolę. 
Pokaz, który możemy tu obejrzeć...
Odwaliła kawał dobrej roboty, a dodatkowo zaimponowała mi odwagą. Gdyby nie ona ten film mógłby wyglądać całkowicie inaczej.
Gorąco polecam ten film, chociażby po to, by sprawdzić czy jest się jeszcze normalnym.
Dla mnie nie ma już nadziei, ale to nic nowego.

Wróciłam.
Zobaczymy na jak długo.