Czego mogłabym sobie życzyć z okazji nadchodzących świąt?
Chciałabym, by moje życie było normalne, by wszystko było
jasne między mną, a panem M, bym miała z kim porozmawiać, chociaż
bardziej odpowiednie byłoby, że chciałabym odnaleźć kogoś kto
chciałby mnie słuchać. Pragnę miłości, ciepła i chyba
wzajemności.
Cierpię na samotność chyba bardziej niż jestem w stanie to
wyrazić.
Dlatego też nie lubię świąt.
Nie będę się nad tym rozpisywać, ale chyba wystarczy
stwierdzenie, że za każdym razem kończę ze zbyt wysokim
ciśnieniem.
Dodatkowo przyznam się z czystym sumieniem, że zazdroszczę
osobom, które znam i mają wspaniałą rodzinę ze świętami jak w
reklamach.
Moje święta daleko odbiegają od tego wzorca, zresztą jak
wszystko u mnie.
Brak normalności mi nie pomaga, nie potrafię też sama z siebie
zapanować nad swoim życiem.
W sumie to czego pragnę można zawrzeć w jednym słowie
"szczęście", a teraz stanowczo nie czuję się
szczęśliwa.
Ktoś może zapytać, co ja mogę wiedzieć o życiu?
Odpowiedziałabym, że niewiele, ale jedną z tych niewielu rzeczy
jest to, że życie nie jest fair.
Pomimo tego, że nigdy nikogo nie zabiłeś możesz wieść
nieszczęśliwy żywot.
Czyżby Karma?
Nasuwa się pytanie czy wiara w reinkarnację to ta "odpowiednia",
bo chyba musiałam zrobić coś podłego w poprzednim życiu.
Nie, odpowiedzi : "Urodziłaś się" się nie liczą.
I co z przeznaczeniem?
Jest tam jakiś plan na moje życie, "tam" u góry?
Bo podobno dla każdego z nas coś takiego istnieje.
Ciężko jest myśleć o tym wszystkim zachowując neutralny
stosunek do jakiejkolwiek wiary lub religii.
A ja po prostu chcę być szczęśliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz